meer.jogger.pl

moje emocjonalno­egzystencjalne rozterki

przejdź do #menu

Sprawa się wyjaśniła?

26 czerwca 2009, 18:13:19 10 komentarzy (atom/rss)

Kilkanaście tygodni temu spotkałem dziewczynę, z którą byłem kiedyś w grupie i z którą miałem kilka sytuacji, które interpretowałem wówczas jako zaloty. Po tym spotkaniu pomyślałem, że dobrze by było przed zakończeniem studiów wyjaśnić tę sprawę. Mogłem oczywiście napisać do niej np. na gronie, ale pomyślałem, że lepiej będzie załatwić tę sprawę podczas rozmowy w cztery oczy. Później nie widzieliśmy się już, bo byliśmy w innych grupach i mieliśmy zajęcia w innych dniach tygodnia. Były jednak dwa przedmioty dla całego roku, więc pomyślałem, że na zaliczeniu z tych przedmiotów ją spotkam i wtedy zapytam. Zaliczenia te miały być w czerwcu, więc w maju jeszcze nie przygotowywałem się do tej rozmowy (przygotowanie miałoby polegać na przypomnieniu sobie wszystkich faktów i skonstruowaniu pytań).

Wyjścia inne niż do szkoły i sklepu zdarzają mi się bardzo rzadko. Jednak pod koniec maja miałem do załatwienia sprawę na mieście. Na przystanku tramwajowym spotkałem tę dziewczynę. Do przyjazdu tramwaju rozmawialiśmy o zbliżających się zaliczeniach, a potem o jakichś głupotach. Gdy wsiedliśmy do tramwaju, stwierdziłem, że to jest dobra okazja, by zapytać ją o tę sprawę sprzed ponad dwóch lat. Robiłem kilka wstępów (typu chciałbym ci zadać pytanie, tylko nie wiem, czy będę umiał je dobrze sformułować, to jest trochę dziwna sprawa i nie chciałbym się ośmieszyć), które rozdzielone były długimi przerwami, podczas których intensywnie patrzyłem w podłogę i czułem, że robi mi się gorąco. W końcu jednak wydusiłem siebie wstępne pytanie, czy pamięta ćwiczenia z jednego przedmiotu podczas których zakrztusiłem się kanapką, a ona pomagała mi waląc mnie po plecach. Powiedziała, że nie pamięta. Opowiedziałem więc o drugiej sytuacji, jaką sobie przypomniałem: w czasie przerwy dla żartu biła/przepychała się ze swoją koleżanką i gdy tamta ciągnęła ją za włosy, krzyknęła/powiedziała do mnie <moje imię>, ratuj!. Tego również nie pamiętała. Generalnie nie byłem przygotowany do rozmowy i nie byłem w stanie przytoczyć więcej przykładów jej zachowania, więc poszedłem w kierunku porównania zachowania jej i innych dziewczyn z grupy (tj. że inne dziewczyny w ten sposób mnie nie zaczepiały) oraz porównania jej zachowania wobec mnie i innych chłopaków (tj. że nie zauważyłem, by do innych chłopaków też się w ten sposób odnosiła). Powiedziałem też, że opowiedziałem kilka tych sytuacji kumplowi i stwierdził, że jak dziewczyna zaczepia chłopaka, to jest coś na rzeczy. Wyglądała na trochę zmieszaną – mogło to wynikać z dość ciężkiego tematu. Powiedziała, że zawsze mnie uważała za sympatycznego kolegę, że robiła to nieświadomie z sympatii do mnie, że nie wiedziała, że tak to mogę odebrać i przepraszała za swoje zachowanie. Czyli generalnie wyparła się wszystkiego. Żałuję, że nie przypomniałem sobie historii z namalowaniem przez nią kwiatka, bo to trudno byłoby jej wytłumaczyć (chociaż też mogłaby powiedzieć, że ze zwykłej sympatii). Jej przeprosiny trochę mnie zdziwiły. Powiedziałem mniej więcej tak (oczywiście nie tak szybko, ile zajmuje przeczytanie tego, wszystko było rozdzielone długimi pauzami): nie musisz mnie przepraszać, twoje wyjaśnienie jest dla mnie bardzo wygodne; też uważam cię za bardzo sympatyczną koleżankę; do niedawna traktowałem tę sprawę jako największą porażkę swojego życia. Zdziwiła się tym, więc mówiłem dalej: przepraszam, że to powiem, ale chyba inaczej nie da się tego wyjaśnić; przyjmijmy że ci się podobałem; gdybym był człowiekiem bardziej przedsiębiorczym, to zaprosiłbym się na kawę czy coś takiego, a że jestem raczej nieśmiały, to sprawa skończyła się tak jak się kończyła; oglądałem twoje zdjęcia na gronie i widziałem, że masz już chłopaka. Potwierdziła swój związek z chłopakiem oraz powiedziała, żebym się tak surowo nie oceniał. Wtedy chyba dojechaliśmy do jej przystanku. Powiedziała jeszcze, że nie ośmieszyłem się tym całym wyznaniem i wysiadła.

Zastanawiałem się, jak było naprawdę. Ja mam rację, że wtedy mnie podrywała? Tylko w takim razie, dlaczego nie chciała się do tego przyznać? Skoro ja zdobyłem się na taką szczerość, to ona też powinna być szczera. Więc może jednak mówiła prawdę? W takim wypadku wygłupiłem się z tym całym przypuszczeniem, że jej się podobałem. Na swoją obronę mam to, że jej zachowanie mogłem tak interpretować.

Podwójna załamka

23 czerwca 2009, 19:28:42 1 komentarz (atom/rss)

Wieczorem przebywaliśmy ze współlokatorem w łazience (ja myłem naczynia i sztućce, a on chyba zęby). U sąsiadów była impreza. Kręciły się jakieś dziewczyny. Nawet ładne, ale jakoś szczególnie mnie nie interesowały – ani one, ani impreza. Jednak gdy pojawiła się pewna dziewczyna, to od razu zmieniłem nastawienie (tj. pomyślałem, że fajnie by było tam być). Przeszła mi też przez głowę myśl, że moi sąsiedzi to bardzo zaradne chłopaki (najpierw odwiedzanie w pokoju, potem wspólne chodzenie do kościoła i w końcu zaproszenie na imprezę). Gdy wróciliśmy do pokoju, powiedziałem do współlokatora:
 – Dawno nie widziałem tej dziewczyny.
 – Ona mieszka z moimi koleżankami.
W tym momencie padłem na łóżko. Myślałem sobie: nie dość, że sąsiedzi wyrywają „moją dziewczynę” (i to w dodatku pierwszy rok! gdy ją pierwszy raz ujrzałem, oni dopiero byli w pierwszej klasie liceum), to jeszcze okazuje się, że mój współlokator zna jej współlokatorki i (skoro o tym wie) był u niej w pokoju. Po kilkudziesięciu sekundach współlokator zapytał:
 – Co ci jest?
 – Nic.
 – To co tak leżysz?
 – Myślę.
 – O czym?
 – Szkoda gadać…
 – O nieudanych studiach?
 – Nie.
 – To o czym?
 – O dziewczynach.
Przypuszczam, że nie wiedział, że chodzi mi o tę jedną dziewczynę. Pewnie myślał, że tak zareagowałem na dużą liczbę dziewczyn, które były na imprezie sąsiadów.
 – I co? myślisz, że leżąc tak poprawisz swój los?
 – Cieszę się, że próbujesz mnie ruszyć, ale to nic da.
 – Jesteś niereformowalny?


Wydarzenie to miało miejsce kilka tygodni temu. Gdy się pozbierałem (jeszcze tego samego wieczoru), wziąłem kartkę i opisałem je (z myślą o publikacji). Potem stwierdziłem, że nie ma sensu tego publikować, bo mam ważniejsze problemy (np. praca mgr) i że już się odkochałem (o ile byłem w ogóle zakochany). Jednak ostatnio, gdy chciałem się pouczyć do jednego zaliczenia, poszedłem do specjalnej sali w akademiku do tego przeznaczonej. Na korytarzu spotkałem tę dziewczynę i później nie mogłem się skupić na nauce. Stwierdziłem, że nadal aktualne to, co czułem wcześniej i postanowiłem to opublikować.

powered by Jogger [Antyspam]